Blog

Od przypadku do wypadku

Wypadki nurkowe wywołują zawsze wiele emocji, zwłaszcza te śmiertelne. Niemal natychmiast pojawiają się dyskusje, próby analizowania sytuacji i wyciąganie wniosków bogato okraszonych personalnymi przepychankami. Na światło dzienne wychodzą głodne popularności hieny, a stosowane zagrywki wzięte są w najlepszym razie z Faktu. Wszystko to dlatego, że wypadki nurkowe przytrafiają się innym. Nie nam. My jesteśmy ostrożni, rozważni i przestrzegamy zasad.
Czy aby na pewno?

Statystyki jasno pokazują, że najczęstszą przyczyną jest błąd człowieka. Ładnie powiedziane, tylko co to właściwie oznacza? Ano to, że wbrew temu w co tak bardzo chcemy wierzyć…

Wypadki nurkowe nie przytrafiają się IM, przytrafiają się NAM.

Nieprzygotowanie psychofizyczne

Wiele osób zapomina, że choć nurkowanie jest (błędnie moim zdaniem) zaliczane do sportu, to nie rozwija samo w sobie siły ani kondycji. Jest za to obciążające i kontuzjogenne. Sprzęt jest ciężki, nasz organizm musi stawiać czoła trudnym warunkom, zimnej wodzie, przegrzaniu na lądzie, odwodnieniu i wysokim ciśnieniom. Znacznie lepiej poradzimy sobie z tymi nieuniknionymi obciążeniami, jeśli nasze ciało będzie w dobrej formie – zdrowe, wypoczęte, nawodnione. O kondycję i dobrą formę warto zadbać, żeby unikać kontuzji chociażby pleców.

Ilu znacie instruktorów skarżących się na ból pleców i problemy z kręgosłupem? Bo ja dziesiątki.

Kiedy ostatnio byłeś na siłowni? Ile jesteś w stanie przebiec zanim dopadnie Cię zadyszka? Pamiętasz jeszcze swoje wyniki badań lekarskich sprzed kilku lat? Nie potrzebujesz nowych, bo dobrze się czujesz. Co prawda jesteś 10 lat starszy, 10 kg cięższy i masz stresującą, siedzącą pracę, ale to normalne.

Na nurkowanie wybrałeś się z nieco bardziej doświadczonymi kolegami. Nurkują trochę dłużej od Ciebie. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że warunki są trochę gorsze niż się spodziewaliście. Nie czujesz się pewnie patrząc na przybój i mętną wodę, ale przecież nie jest aż tak źle. I w razie czego możesz liczyć na pomoc kolegów.

Rutyna

Choroba zawodowa aktywnych nurkowych profesjonalistów. I przez aktywnych mam na myśli wykonujących codzienną pracę, 6 dni w tygodniu, przynajmniej dwa nurkowania dziennie, a nie jej weekendową postać. Przy takim tempie życia łatwo jest popaść w rutynę. Po ilu miesiącach przestaniesz już tak dokładnie sprawdzać swój sprzęt przed nurkowaniem? Albo wystarczy, że sprawdzisz raz, rano, prawda? Kto by tracił czas na powtarzanie tego samego 3 lub 4 razy dziennie! Przecież nic się tam samo nie zmieniło! Planuj swoje nurkowania tak, jak pisałam już wcześniej tu: 

Planowanie nurkowania

Nurkujesz już kilka lat i znasz ten akwen jak własną kieszeń. Co się może takiego zdarzyć? Tu nie ma żadnych sieci, więc nie musisz wracać się do samochodu po nóż, który zostawiłeś w bocznej kieszeni. I doskonale pamiętasz, że niedawno wymieniałeś baterię w latarce, na pewno wystarczy na to nurkowanie!

Nurkujesz od dawna i zdarzyło Ci się kilka razy mieć krótszą przerwę między ostatnim nurkowaniem, a lotem. Nic się nie stało. Nie odczekałeś 24 godzin, tylko 18. A potem 12. Robiłeś to już tyle razy, że i 10 godzin nie zrobi Ci większej różnicy, prawda?

Zmęczenie

Na miejsce dojechałeś późnym wieczorem, a że znajomi już czekali to posiedzieliście trochę przy grillu i wypiliście po kilka piw. Niedużo, nikt się przecież nie upił. Rano co prawda jesteś niewyspany i bolą Cię plecy od całego dnia spędzonego za kierownicą, ale cieszysz się na nadchodzące nurkowanie i wstajesz wcześniej, żeby się przygotować! Mocna kawa szybko postawi Cię na nogi. Dźwigasz sprzęt, ale wydaje Ci się strasznie ciężki. I jak na złość pod wodą trafiacie na prąd. Nie jest na tyle silny, żeby zmusić Was do zmiany trasy, więc machacie mocniej płetwami żeby płynąć pod prąd… i ojej, czy to zadyszka?

A wakacje? Planowałeś je od dawna. Lot trwał aż dobę, ale w godzinę po lądowaniu jesteś już na tropikalnej plaży i szykujesz się do nurkowania. Jetlag? Może trochę, ale jesteś tak podekscytowany, że nie zwracasz na niego uwagi. Kilka kaw, może jakiś energetyk i czujesz w sobie energię króliczka Duracella.

Zmęczenie dopada Cię dopiero na łodzi w postaci wyjątkowo paskudnej choroby morskiej, ale wiesz dobrze, że jej objawy znikną kiedy znajdziesz się pod wodą.

 Dostrzegasz kilka punktów wspólnych? Zmęczenie, które próbujemy oszukać (na przykład kawą), odwodnienie po długiej trasie (lub locie), które się od tej kawy tylko pogłębia. I nurkowanie, które może wymagać większego wysiłku niż nam się wydawało. I normalnie poradzilibyśmy sobie z nim bez trudu, ale wszystkie poprzednie czynniki nas osłabiły.

Roztargnienie

Roztargnienie wywołują podobny efekt. Nie jesteśmy zbyt dokładni, mamy tendencje do pomijania w naszej opinii zbędnych czynności i zdarza się nam zapomnieć. Oczywiście jakiegoś drobiazgu. Na przykład przestawienia komputera w tryb powietrzny, bo do tej pory nurkowaliśmy na nitroksie.

Pod wodą też jesteśmy zaaferowani, bo to nasze pierwsze nurkowe wakacje w tropikach. Ciężko oderwać wzrok od tętniących życiem raf koralowych i kolorowych rybek. A kiedy pojawia się ta wyczekiwana, upragniona manta to mało kto traci czas na patrzenie na manometr, prawda? Albo na komputer. A jak sądzicie, jak powstają wypadki nurkowe? 

W efekcie gaz się nieubłaganie kończy, my nieświadomie zmieniamy swoją głębokość o kilka ładnych metrów w górę i w dół, żeby się lepiej przyjrzeć, czas bezdekompresyjny na komputerze też dobiega powoli końca… i jak myślicie? Pospieszne wynurzenie z pominięciem przystanku bezpieczeństwa? Czy może skrócony przystanek? Przecież to żadna tragedia, w nurkowaniu rekreacyjnym w każdej chwili możemy się bezpiecznie wynurzyć.

A pamiętacie już jak pisałam wyżej, że ktoś zapomniał przestawić swój komputer na powietrze?

Coś swędzi? Ta wysypka to chyba od pianki, prawda?

Nie uwierzysz ile razy widziałam podobne scenariusze. Większość z Was chciałaby się teraz żachnąć i odpowiedzieć, że Wam to się nie zdarza. Bo to przypadłość świeżych, niedoświadczonych nurków. I niedouczonych. Niestety, to nie jest prawda.

Takie chwile zapomnienia zdarzały się tak samo początkującym, jak i nurkom, których doświadczenie liczyło się w kilkuset nurkowaniach. Lub kilku tysiącach. Nurkom początkującym, zaawansowany, technicznym, instruktorom. Bez różnicy. Żaden plastik nie uchroni nas przez popełnianiem błędów. Wypadki nurkowe nie mają baczenia na nasze doświadczenie, ilość wydanych pieniędzy, czy też nasze ambicje. Woda weryfikuje wszystko bez cienia litości. 

Brawura

Oczywiście, Ty jesteś rozsądny. Wiesz, kiedy odpuścić nurkowanie w trudnych warunkach i nie łamiesz swoich limitów głębokości. Ale tutaj jest taka piękna widoczność i wpłyniesz do nadbudówki wraku tylko na moment. Nie potrzebujesz latarki, bo przecież w środku jest widno. No, może zajrzysz do tego drugiego pomieszczenia poniżej, ale stamtąd też przecież widać wyjście, prawda?

 Kończysz udane nurkowanie na przepięknej rafie licząc ostatnie minuty przystanku bezpieczeństwa i przypatrując się rybkom. Chcesz zrobić im zdjęcie, kiedy aparat wypada Ci z rąk. Niewiele myśląc gonisz go i w dwa oddechy dopadasz, nie patrząc nawet na komputer. Na pewno złapałeś go tylko kilka metrów głębiej.

Tak, dokładnie na 26 metrze. Jako, ze przystanek bezpieczeństwa odbywałeś płytko i na rafie, to przeciągnąłeś go na tyle długo, ze w butli zostało Ci raptem 10 bar. Wynurzenie, z aparatem kurczowo trzymanym w dłoni odbywa się więc na wydechu. Piękna, podręcznikowa CESA! Nic się nie stało, to tylko taka wakacyjna przygoda.
Znowu coś swędzi, ale to też pewnie pianka, prawda?

Zaniedbany lub niedopasowany sprzęt

Nie oszukujmy się – niezawinione i nieoczekiwane awarie serwisowanego i dobrze utrzymanego sprzętu są rzadkością. Jeden z moich Instruktorów Trenerów zwykł mawiać „It`s not the equipment. It`s YOU!” (To nie sprzęt, to TY!) i nie sposób odmówić mu racji. Jak często serwisujesz swoje automaty? Standardowo zakłada się, że wystarczy raz w roku, ale kiedy intensywnie pracowałam robiąc ponad 100 nurkowań miesięcznie to moje ukochane apeksy trafiały do serwisu już po 6 miesiącach.

Słona woda i słońce bardzo niszczą sprzęt. Wszystkie moje boje dekompresyjne po jednym sezonie nadawały się jedynie do śmietnika. Ozłociłabym kogoś, kto znalazłby mi boję która po 500 – 600 nurkowaniach nie jest bladą, przeciekającą szmatą (Ktoś coś?)

Przetarte węże, połatane skrzydła, cieknące skafandry czy nieserwisowane automaty działają. Jeszcze trochę. Wytrzymają jeszcze ten miesiąc. Wyjazd. Nie jest tak źle, prawda?
Wytrzymają, dokładnie do chwili, w której przestaną. Zwykle jest to efektowne. Wybuchający wąż średniego ciśnienia hałasuje jak dynamit, wiedzieliście o tym? A dziurawe skrzydło nie utrzyma Was na powierzchni kiedy będziecie płynąć do brzegu. Tak właśnie generują się wypadki nurkowe z udziałem niesprawnego sprzętu. 

Przekraczanie swoich uprawnień

Nie bardzo! Przecież nie zwariowałeś, żeby pchać się na 50 metrów z AOWD i pojedyncza butlą.
Ale 40 metrów? To wciąż głębokość w zakresie nurkowania rekreacyjnego. Co z tego, ze nie masz uprawnień. Zużycie powietrza? Pewnie takie jak wszyscy, ale nigdy nie liczyłeś. Powietrza na pewno wystarczy! Dekompresja? Te kilka minut nie zrobi nikomu krzywdy! Przecież od liczenia to masz komputer.

Jesteś już nurkiem technicznym. Zrobiłeś Advanced Nitrox, ale przecież może zanurkować głębiej i wziąć dodatkową butlę z gazem dekompresyjnym. Z tlenem, bo to podobno najszybciej działa, nie?
Procedura zmiany gazu? Była na kursie, ale przecież nie będziesz się tracił czasu na takie ceregiele, przecież widać, ze to jest właściwy!

Kolega zadzwonił i namówił Cie na nurkowanie w kopalni. Takiej małej, płyciutkiej, nawet płetwy nie są potrzebne. Nie masz żadnych szkoleń jaskiniowych, ale przecież kopalnia to nie jaskinia. I jest płytko. Widziałeś już na facebooku, że ludzie tam nurkują i jeszcze nikomu nic się nie stało!

Na kursie? 

Powinieneś już wiedzieć, że żaden wypadek nie ma miejsca na kursie. Zdarza się akurat po zakończeniu szkolenia, w przerwie i na nurkowaniu na którym instruktorzy wprawdzie byli obecni, ale zupełnie towarzysko. I przypadkowo.

Brzmi znajomo, prawda? Spróbujmy to trochę odczarować.

Wypadki na kursie zdarzają się dokładnie z tych samych powodów, z jakich zdarzają się na zwyczajnych nurkowaniach. I tu i tu najczęściej powoduje je ludzki błąd. Może to być błąd instruktora wynikający z jego roztargnienia, braku doświadczenia, lekceważenia standardów czy też zbytniej pewności siebie. Do sytuacji awaryjnej może dojść, nawet kiedy instruktor w dobrej wierze spełnia prośbę kursantów przekonany, że wszystko jest bezpiecznie i pod kontrolą.

Nie chcielibyście ładnych zdjęć z trudnego kursu – chociażby na pamiątkę? Będziecie mieli piękne zdjęcia z jaskini. Ze stu metrów. Z wnętrza bałtyckiego wraku. Przecież zrobienie zdjęć to tylko chwilka.

 Ależ Wam świetnie idzie! Jesteście zdolni, a ja chcę sprawić Wam frajdę, więc zanurkujemy trochę głębiej. W tej trudniejszej jaskini. Na tym trudniejszym wraku. Cały czas będę oczywiście nad Wami czuwał, to całkowicie bezpieczne. Dacie radę. Będzie super!

Mam wrażenie, że wielu nurków dopiero po pewnym czasie odkrywa, że ich instruktor czy divemaster też jest tylko człowiekiem i może popełniać błędy. Czują się bezpieczni, myśląc, że co prawda ci inni instruktorzy to są kiepscy, ale „ich mistrz” nigdy by…. i tu następuje długa lista pobożnych życzeń. Stop.

Kwestionuj. Bierz odpowiedzialność za swoje decyzje. Myśl!

Istnieją słowa, które jak czarodziejskie zaklęcia zmieniają i kształtują naszą rzeczywistość. Nikt nie wchodzi do wody, żeby się utopić i żaden instruktor nie chce stracić swojego kursanta. Wypadki nie biorą się ze złych chęci. Nikt nie chce być złym nurkiem ani złym instruktorem. Wypadki zaczynają się od słów „tylko trochę, odrobinę, nieco, co się może stać, nie jest tak źle, jakoś to będzie”. Od małych kroczków, drobnych niedopatrzeń. Ja to nazywam metodą kolejnych przybliżeń. Każdy z nas miewa takie myśli. Odrobina lenistwa, trochę zmęczenia, może rutyny. W większości przypadków nie zdajemy sobie nawet z nich sprawy, bo nie kończą się tragicznie.

Ale raz na jakiś czas…

Wypadki przydarzają się właśnie NAM.

 

Komentarze