Blog

Wpadki nurkowe – Nurkowanie techniczne

Był ciemny, listopadowy wieczór, nieprzyjemna mżawka osadzała się wilgocią na nielicznych o tej porze przechodniach, a zimny wiatr przenikał aż do kości. Pod nowoczesny blok znajdujący się na strzeżonym osiedlu podjechał duży, czarny suv. Kierowca nasunął czapkę głębiej na czoło i wszedł do środka. Z pewnym wahaniem spojrzał na windę, ale zdecydował się pójść schodami.

Kiedy minął trzecie piętro, zrobił sobie krótką przerwę i dla zabicia czasu wyjrzał przez okno. Z aprobatą popatrzył w ciemność, po czym ruszył dalej. Stanął w końcu przed właściwymi drzwiami. Zapukał. Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny i jeziorowej wilgoci. Ze skrzynek stojących na podłodze wystawały plątaniny węży i automatów, na parapecie stał rozgrzebany akumulator do potężnej latarki, w rogu suszyły się czarne skafandry i skrzydła.

W ciemnym, zagraconym pokoju siedziało dwóch mężczyzn. Nieogoleni, w ciemnych, porozciąganych dresach wyglądali dość ponuro, ale wstali, by powitać kolegę. Nowoprzybyły wyminął leżące butle, z ledwo skrywanym podziwem obejrzał jeden ze skuterów stojących pod oknem i skierował się do stołu. Mężczyzna usiadł na wolnym krześle i nalał sobie napoju izotonicznego do szklanki. Byli już w komplecie i mogli rozpocząć spotkanie. Gospodarz chrząknął znacząco.

– Koparki – odezwał się z dumą, zaczynając rozmowę – Cztery godziny ćwiczyłem s-drill na platformie.

– Koparki – drugi znacząco spojrzał na skuter – Dwie godziny ćwiczyłem manewry.

Wszyscy z uznaniem pokiwali głowami. Trzeci poczuł, że nadeszła jego kolei.

– Byłem w Egipcie. Nurkowałem na rafie… przejrzysta woda, rybki, rafa… – umilkł nagle, czując na sobie pełne potępienia spojrzenia kolegów – Ale wcale mi się nie podobało – zapewnił gorliwie, czując, ze na policzki wypływa mu rumieniec wstydu.

– W następny weekend zamierzam ćwiczyć wsteczną żabkę… – kontynuował pierwszy przerywając niezręczne milczenie, które zapadło po niefortunnym wyznaniu kolegi.

-Nie chciałem jechać, ale moja żona… – trzeci wciąż czuł potrzebę, żeby tłumaczyć swoje postępowanie.

-Przy okazji będę mógł przetestować nowego HIDa… – gospodarz kontynuował, udając, że nie słyszy żałosnych zabiegów swojego kolegi. Okryty hańbą nurek nabrał powietrza w płuca.

– Nosiłem czapkę na plaży! – zaryzykował. Wzrok kolegów nareszcie złagodniał. 

 

Oczekujesz pewnie, że zacznę tłumaczyć, dlaczego nurkowanie techniczne jest ogromnym błędem. Tym razem Cię zaskoczę. Otóż, nurkowanie techniczne to najlepsze, co mogłeś wybrać! 
Przecież to sama kwintesencja nurkowania!

Na czym polega nurkowanie techniczne? Możesz obwiesić się dowolnie dużą ilością butli i siedzieć tam, gdzie słońce nie dochodzi. Nikt już nie udaje, że to przyjemna zabawa i oryginalny sposób na uatrakcyjnienie sobie wakacji w ciepłych krajach.

Wszyscy wiedzą, że to niebezpieczny sposób na życie, śmierć czyha na każdym rogu, wszystko kosztuje więcej niż najnowszy mercedes klasy E, jedyny dopuszczalny kolor to czarny, a jedyny słuszny akwen to Koparki – w przeciwieństwie do rekreacyjnego Zakrzówka, którego szanujący się nurek techniczny nie powinien nawet oglądać na oczy (a już na pewno nie powinien do odwiedzin na wspomnianym akwenie się przyznawać).

Istnieje oczywiście pewna grupa, choć prawdziwi nurkowie techniczni przyznają to z najwyższą niechęcią nurkujących technicznie z pobudek zgoła niskich i niegodnych – są jedynie zainteresowani zwiedzaniem głębiej położonych atrakcji i samo nurkowanie traktują jedynie jako narzędzie do celu. Tacy ludzie skłonni są zawierzać trudną sztukę dekompresji, a tym samym życie i co ważniejsze swoją dumę i honor programom komputerowym zamiast w pocie czoła spisywać wszystkie obliczenia na kartce, a później na tabliczce. My jednak wiemy, że prawdziwy nurek techniczny korzystać winien jedynie z oldschoolowych, niebieskich digitali!

Nurkowanie techniczne pozwala przenosić wszystkie moje poprzednie uwagi na zupełnie nowy poziom.

Tym bardziej, że współnurkowie, którzy również biorą udział w tym ze wszech miar chwalebnym procederze pozbawionym zwyczajowej frajdy z samego nurkowania doskonale rozumieją, na czym sedno sprawy polega.

Z drżeniem serca wiesz, że zaczniesz od głębokich nurkowań na powietrzu, w trakcie których ciśnienie parcjalne azotu sprawi, że będziesz bardziej pijany, niż na własnym wieczorze kawalerskim, a byle kuter rybacki zda się uzbrojonym w działa okrętem wojennym. Upojenie co prawda minie, kiedy uznasz, że wystarczy tych podwodnych harcy i rozpoczniesz długą i nudną dekompresję. Jakby tego było mało, na dekompresji będziesz trząsł się z zimna przy niezbyt ciekawej linie opustowej, ponieważ pozbawiony błogosławionego działania narkozy, szybciutko przypomnisz sobie, jakie to uczucie przebywać zbyt długo w 4 stopniowej wodzie.

Po pewnym czasie azot uderzy ci do głowy na stałe, ponieważ dojdziesz do wniosku, że mądrze i rozsądnie będzie nurkować jeszcze głębiej. Tym razem na trzeźwo. Przyczyn takiego rozumowania nie sposób dociec, nikt bowiem przy zdrowych zmysłach nie pakuje się 100 metrów pod powierzchnię wody, gdzie jest ciemno, zimno i do domu daleko. Ustaliliśmy jednak, już w wpisie pierwszym, że nurkowanie przyciąga wyłącznie wariatów (kto inny zabierałby ołów idąc do wody?). Kiedy już nawdychasz się odpowiedniej ilości helu (tak, dokładnie takiego, jakim napełnia się balony, które rodzice kupują dzieciom w Zoo – teraz pomyśl, jaki wpływ wywiera na twój mózg), dojdziesz do wniosku, że śmiertelne niebezpieczeństwo związane z głębokością to zdecydowanie za mało. Co z tego, że twój agent ubezpieczeniowy już dawno przestał odbierać telefon, a pobliski dom pogrzebowy co miesiąc wysyła Ci gazetkę z aktualnymi promocjami. Niepomny na tak oczywiste znaki ukończysz odpowiednie szkolenia i wydasz mały majątek by osiągnąć cel. Efekt? Szczerze? Dojdziesz zapewne do wniosku, że choć miło było ujrzeć trzycyfrową wartość na digitalu, to jednak czarny muł na stu metrach wydaje się podejrzanie podobny do tego, jaki wielokrotnie widywałeś na dwudziestu.

Nurkowanie techniczne wychodzi naprzeciw nawet najbardziej ekscentrycznym osobnikom. Możliwości masz niemal nieograniczone. Wpadki nurkowe to przecież sposób na życie!

Od obwieszenia się ogromną ilością butli wypełnionych różnymi gazami, po nurkowanie w dziwnych, śmiertelnie niebezpiecznych miejscach, aż do szaleńczego pomysłu, by zacząć nurkować na rebriderze. Jeśli zechcesz spróbować tego ostatniego, pamiętaj, żeby co któryś wdech wziąć z normalnego automatu i gdybyś wtedy ku swemu zaskoczeniu odkrył, że znajdujesz się (o dziwo!) pod wodą, to pamiętaj – tu się nie ma co zastanawiać, tu trzeba… wiać. Szybko. Decydując się na rebrider, urządzenie, które wykończyło więcej nurków niż rekiny, ośmiornice i morskie potwory razem wzięte, masz do wyboru kilka modeli. Przyzwyczaiłeś się już zapewne, że każdy dokonany przez ciebie wybór będzie plasował się między złym, a gorszym. Tu nie jest inaczej. Niezależnie od tego, czy zdecydujesz się wydać równowartość kawalerki w Nowej Hucie na żółtą szafkę kuchenną, czy coś bardziej stylowego (czarnego).

Chcesz wiedzieć więcej o rebriderach? Zajrzyj tutaj!

Wpadki nurkowe – CCR

Rebridery i obiegi otwarte z mnóstwem butli to za mało? Wciąż brakuje Ci wrażeń?

Co powiesz na niezapomniane wrażenia związane z przeciskanim się w restrykcjach jaskiń, widoczność uniemożliwiającą zobaczenie czubka własnego nosa, błądzenie z dłonią kurczowo zaciśniętą na poręczówce – cienkiej lince która stoi między Tobą, a straszną śmiercią? Doskonale, w końcu już dawno zrezygnowałeś z życia towarzyskiego i tak nie masz lepszych planów na weekend.

Pamiętasz te wszystkie piękne filmy z meksykańskich cenot? Będziesz je ciepło wspominał, tkwiąc w ciemnym szlamie w dziurze urodą przypominającą studzienkę ściekową i wydzielającą zbliżony zapach. Jedyną przyjemność odczujesz przy zanurzeniu, ponieważ zimna woda wspaniale Cię ochłodzi po paru kilometrowym spacerze przez krzaczory i rowy, przez które targałeś ważący więcej niż ty sam po bożonarodzeniowej wyżerce sprzęt.

Gdybyś jednak uległ wstydliwej pokusie i wykupił wycieczkę do egzotycznego kraju, to wciąż możesz wyjść z tego z twarzą. Wystarczy bowiem, że w 30 stopniowym upale konsekwentnie ubierzesz się w suchy skafander, przypniesz kilka butli i wybierzesz się na ponure wraczysko, które od lat cieszy się złą sławą w okolicy. Wiedzieć musisz, że penetracje wraków są znacznie bardziej niebezpieczne od jaskiniowych. Tutaj byle machnięcie płetwą lub głębszy wydech są w stanie natychmiast pozbawić cię jakiejkolwiek widoczności, nieostrożny ruch może zawalić na Ciebie butwiejące regały lub inne, pozostawione na pastwę niszczącego czasu wyposażenie statku. Wewnątrz czekać na ciebie będą krwiożercze bestie,  które nieprzychylnym okiem (lub wieloma oczami) patrzą na wszelkich intruzów. Jakby tego brakowało, na zewnątrz wraku nie będziesz znacznie bezpieczniejszy. Tu czyhają na ciebie mordercze prądy, które porywają pechowców w głąb oceanu oraz wielkie promy, napędzane śmiertelnie niebezpiecznymi śrubami. Nie ciesz się, jeśli jakimś cudem dotarłeś bezpiecznie na pokład łodzi – wykończyć cię mogą zarówno somalijscy piraci albo bardziej prozaiczna choroba morska.

Nurkowanie techniczne ma w sobie tyle uroku, co hodowanie jadowitych węży.

Nic więc dziwnego, że znajdują się zapaleńczy, którym nie straszne trzycyfrowe wyniki na digitalu, mozolne obliczanie przystanków dekompresyjnych, przeciskanie się przez ciasne dziury w zerowej widoczności, czy telepanie się z zimna przy linie. Zapewne jesteś już na etapie człowieka, który poświęcił życie towarzyskie dla wymienionych wyżej rozkoszy. Moje gratulacje. Zapewne spotkamy się kiedyś – zmarznięci, zzieleniali od choroby morskiej i umęczeni od noszenia ciężkiego sprzętu… z charakterystycznym, obłąkańczym błyskiem w oku i uśmiechem ludzi, którzy żyją pełnią życia.

 

Komentarze