Blog

Wpadki nurkowe – CCR

Nadeszła ta chwila, kiedy śmiertelne ryzyko związane ze zwyczajnym nurkowaniem technicznym i niekończące się wydatki przestały Ci wystarczać i odczułeś pustkę, której nie zapełnił ani nowy suchar ani droga latarka.

Nie cieszyły już piękne rafy na egzotycznych wyjazdach, głębokie wraki, mroczne jaskinie i platformy na Koparkach. Dręczony melancholią spacerowałeś po bazie nurkowej w kultowym Dahabie, Twoją uwagę zwrócił dziwny dźwięk przypominający nieco toczące się beczki. Zaintrygowany, postanowiłeś wybadać zjawisko i nagle trafiłeś na grupę dziwnie skupionych ludzi, którzy z uwagą i zapałem godnym lepszej sprawy turlali po podłodze nieduże walce. Wycofałeś się wtedy dyskretnie, ale widok zapadł w pamięć i powracał w bezsenne, długie noce…

Być może dopadł Cię kryzys wieku średniego, a być może inna była przyczyna bólu istnienia, o jakim nie śniło się Schopenhauerowi, ale Twoje myśli nieuchronnie powracały do rebriderów. Postanowiłeś spróbować, a nuż to właśnie drogie i niebezpieczne nurkowanie na maszynach, które wykończyły więcej nurków niż rekiny i potwory morskie razem wzięte sprawi, ze odzyskasz radość życia?

Zrobiłeś więc szybkie, internetowe badanie tematu. Do wszystkich zagrożeń, które pojawiły się wcześniej teraz dołączyły zupełnie nowe, mogące niepostrzeżenie i szybko pozbawić Cię życia – hipoksja, zatrucie tlenem, dwutlenek węgla. Poprzednie wydatki zbladły, kiedy szacowałeś koszty przejścia na obieg zamknięty, wynoszące mniej więcej tyle, co nowy, dobrej klasy samochód. Czułeś, że rodzina nie przyjmie tej decyzji z wyrozumiałością i być może wylądujesz w kartonie pod mostem, a sam pomysł jest kompletnie głupi, nieodpowiedzialny i będzie Cię drogo kosztował.

Jednym słowem – postanowiłeś nie tracić czasu i wcielić go w życie najszybciej, jak to możliwe!

Kierowany zachłannością od razu postanowiłeś kupić sobie własny rebrider i nabierać na nim doświadczenia na kursie. Szybkie zerknięcie na stan konta i porównanie ilości dostępnych zer z ceną wymarzonej maszyny sprowadziło Cię na ziemię. Do tego etapu nie docierają jednak niedzielni nurkowie, którzy wymiękają przy pierwszych przeciwnościach losu. Chcąc wyglądać jak odpowiedzialny obywatel planujący poważne inwestycje, założyłeś swój najlepszy garnitur i lekkim truchtem udałeś się do banku, szukając najlepszej i najszybszej możliwości by zrealizować plany. Kiedy już nałgałeś w żywe oczy, że planujesz remont mieszkania (czyż może być coś bardziej stabilnego?), nie chcąc by pracujący w banku analityk wpisując w google prawdziwy cel zaciągniętego kredytu natknął się na kilkaset stron z opisami wypadków śmiertelnych (kto to wtedy spłaci?) mogłeś wrócić do domu z poczuciem triumfu.

Udało się! Czas na szkolenie!

Nieświadomy i pełen entuzjazmu zaczynasz kurs, na którym nagle okazuje się, że niczego nie umiesz, umiejętności wypracowane przez kilkaset nurkowań możesz sobie wsadzić w buty, a najczarniejsze wizje z kursu owd powracają ze dwojoną mocą. Miotasz się bezradnie między dnem, a powierzchnią nie wiedząc co się właściwie dzieje. Wydmuchujesz gaz z pętli by uniknąć krępującego zbliżenia z powierzchnią i z gracją cegły lądujesz na platformie, a potem desperacko próbujesz wziąć wdech z pustego przeciwpłuca. Jeśli nawet cudem unikniesz śmierci ze wstydu i uduszenia bo zdążysz dodać diluentu do pętli lub w akcie rozpaczy sięgniesz po bailout, to czeka Cię jeszcze wiele kompromitacji. Dość szybko odkryjesz, że kluczowe jest błyskawiczne opanowanie rozróżniania strony lewej od prawej, w przeciwnym bowiem wypadku dodasz sobie na większej głębokości tlenu i odejdziesz z tego okrutnego świata zanim zdążysz powiedzieć „o kurwa”. 

A pamiętasz zapewne jakich atrakcji dostarczyło ci już nurkowanie techniczne: 

Wpadki nurkowe – Nurkowanie techniczne

Z ulgą udaje Ci się wytrwać aż do końca długiego, ciągnącego się niemal w nieskończoność nurkowania. Pewny własnych umiejętności nabytych jeszcze na obiegu otwartym wyjmujesz bojkę i przechodzisz do prostej, jak mogłoby się wydawać, procedury wystrzelenia jej na powierzchnię… Ciężko właściwie określić, co się konkretnie dzieje, ale gdzieś po drodze do góry wyprzedzasz własną boję i wynurzasz z prędkością, której nie powstydziłaby się nowoczesna łódź podwodna.

Z kolejnymi nurkowaniami wcale nie jest lepiej, odkrywasz tylko zupełnie nowe poziomy obciachu w trakcie wykonywania czynności tak prostych, jak oczyszczenie cieknącej maski. O cudownej ciszy, którą zachwycali się w internecie możesz zapomnieć, bo słyszysz głównie własne przekleństwa rzucane w pętlę (zapomniałeś, że słyszy je także Twój instruktor). Czytałeś o rybach, których nie płoszy dźwięk wydychanego powietrza, ale rzeczywistość okazuje się mniej romantyczna. Nieliczne okonie przyglądają Ci się z szyderczym rozbawieniem, kiedy usiłujesz się złapać się czegokolwiek, nim wykonasz kolejne nieplanowane wynurzenie.

Z duma ukrytą głęboko w kieszeni suchego skafandra przełknąłeś wszelkie niedogodności i ukończyłeś w końcu kurs.

Możesz rozpoczynać karierę samodzielnego nurka rebriderowego!

Nurkowi znajomi, z którymi dotychczas wchodziłeś do wody błyskawicznie uraczą Cię opowieściami o niezliczonych wypadkach śmiertelnych, wieszcząc rychły i tragiczny koniec. Kiedy już zacznie Ci drgać powieka od mrocznych wizji, których nie powstydziłby się Nostradamus nie minie wiele czasu, nim zrozumiesz, że najgorsze dopiero przed Tobą. Niezależnie od tego, jaki model kupiłeś i ile na niego wydałeś, to i tak szybko usłyszysz, że masz żółte pudło śmierci i już po Tobie. Szukając ciszy i spokoju udajesz się więc pod wodę. Ale i tam nurkowie na obiegach otwartych szybko zaczynają grać Ci na nerwach. Oglądasz się nerwowo, przekonany, że masz wyciek i nagle odkrywasz, że nurek na obiegu otwartym jednak strasznie hałasuje. Czas poszukać nowych kolegów.

Przed rozpoczęciem kursu liczyłeś w swej naiwności, że planowane w odległej przyszłości drogie nurkowania techniczne na trimixie staną się nagle bajecznie tanie. Taką też kalkulację przedstawiłeś swojej rodzinie chcąc jakoś zracjonalizować swój kosztowny pomysł. Tymczasem, kiedy zsumujesz wszystkie wydatki, w tym serwis głowicy, wymianę czujników i tony żwirku (nadbagaż, który będzie kosztował tyle, co lot jetem arabskiego szejka), to okaże się, że mógłbyś raz w tygodniu nurkować na trimixie na dno rowu mariańskiego nocując przy tym na luksusowym jachcie i popijając szampana na dekompresji.

Nie oszukujmy się, ale to zaciągnięty kredyt i potrzeba wyjścia z twarzą z sytuacji każą Ci trwać uparcie przy tych strasznych i śmiercionośnych maszynach, które dobiły Twój budżet, relacje rodzinne i przez które straciłeś dotychczasowych kolegów. Ryzykujesz więc życie robiąc dobrą minę do złej gry i niejako przypadkiem wpadasz w złe towarzystwo, nurkujące podobnie jak Ty na CCR. Przynajmniej jest z kim sięgać dna w grobowej ciszy!

Komentarze